Jedź po zdrowie

Od jedzenia wymagamy, żeby było ekologiczne. Budujemy energooszczędne domy, segregujemy śmieci, wspieramy fundacje zajmujące się ochroną środowiska. I uprawiamy sporty, licząc że dzięki temu będziemy zdrowsi i szczęśliwsi. Jednocześnie jednak nadal jeździmy klasycznymi samochodami, które wytwarzają szkodliwe spaliny. Dlaczego?

Nie ulega wątpliwości, że zdrowy styl życia jest ostatnio w modzie. Ale „w modzie” w tym przypadku nie oznacza chwilowego trendu, czy zwykłego kaprysu. Tu chodzi raczej o ciągłe i świadome podejście do kwestii związanych z naszym organizmem, ciałem oraz ze środowiskiem naturalnym. Po prostu zaczęliśmy sobie zdawać sprawę, że styl naszego życia ma ogromny wpływ na jego jakość. A jeszcze większy – na jakość życia naszych dzieci.

Dlatego nie serwujemy już sobie i im smalcu ze skwarkami i nie popijamy nałogowo paczek z chipsami coca-colą. Wolimy warzywa, owoce i naturalne, nieprzetworzone produkty. Po południu nie ślęczymy przed telewizorem tylko idziemy pobiegać, popływać, pojeździć na rowerze, pograć w tenisa czy poćwiczyć jogę. Weekendy spędzamy aktywnie poza miastem, a nie w centrach handlowych. Segregujemy odpady wierząc, że dzięki ich recyklingowi w przyrodzie zostanie zachowana równowaga. Jesteśmy nawet w stanie więcej zapłacić za budowę domu, byle tylko był energooszczędny.

W zasadzie już tylko jednej dziedziny życia nie podporządkowaliśmy zdrowemu myśleniu – samochodów. Kupujemy je, tankujemy, wsiadamy, jedziemy i… to już wszystko. Gdy idziemy do marketu po jogurt to porównujemy kilka produktów, sprawdzając jaki mają skład i czy nie ma w nich przypadkiem za dużo chemii. Ale kiedy stajemy przed koniecznością wybrania auta dla siebie to ostatnią rzeczą, jaką sprawdzamy jest emisja dwutlenku węgla i związków chemicznych. A nie od dziś wiadomo, że tlenki azotów czy węglowodory, jakie wylatują z rur wydechowych klasycznych modeli spalinowych mogą powodować choroby układu oddechowego, krążenia, a nawet nerwowego. Zagrożeniem dla zdrowia są przede wszystkim w miastach, gdzie natężenie ruchu jest duże, a cyrkulacja powietrza mocno ograniczona przez budynki.

Sceptycy powiedzą pewnie w tym miejscu: „Ale przecież nie ma alternatywy!”. Fakt, oferta samochodów elektrycznych jest bardzo skromna, w dodatku najczęściej są one małe, drogie i mają mocno ograniczony zasięg. Można też sprzeczać się na temat ich „ekologiczności”, bo przecież w Polsce prąd produkuje się głównie z węgla. Ale przecież są auta hybrydowe, które godzą zalety najlepszych samochodów z klasycznymi silnikami (osiągi, nieograniczony zasięg, przestronność, komfort podróżowania etc.) z dbałością o środowisko i nasze zdrowie. W miastach rozpędzają się dzięki silnikom elektrycznym (ale nie trzeba ich ładować bo odzyskują energię np. z hamowania), a w korkach ich motory spalinowe praktycznie w ogóle nie pracują. Dzięki temu emitują nieporównywalnie mniej spalin niż klasyczne benzyniaki, nie wspominając o dieslach! I oczywiście przy okazji oszczędzają paliwo – duży hybrydowy SUV pali w ruchu miejskim tyle, co małe autko z klasycznym motorem.

Nie jest też prawdą, że wybór hybryd jest mocno ograniczony. Weźmy takiego Lexusa. Japońska marka ma w ofercie ma kompaktowy model CT 200h, średniego SUV-a (NX 300h) i dużego SUV-a    (RX  450h, również wersji 7-osobowej). Do tego dochodzi sedan IS 300h, coupe RC 300h oraz ultraluksusowy LS 500h. To jednak nie koniec, bo jest jeszcze coupe LC 500h, a za chwile na rynku zadebiutuje mały kompaktowy crossover UX 250h oraz limuzyna ES 300h. To wszystko razem daje aż dziewięć modeli dostępnych z jednostkami hybrydowymi. Można? Można! Najwyraźniej Japończycy jako jedni z pierwszych zrozumieli, że zdrowy styl życia nie ogranicza się do jedzenia, uprawiania sportu i segregowania śmieci. O tym, że troszczymy się o zdrowie i środowisko, świadczyć może także nasz samochód. A najważniejsze, że nie musimy przy tym rezygnować z przyjemności, komfortu, osiągów i wysokiej jakości.